Tadeusz Żurowski
Czym zastąpić etykę?

V Kongres PFSZN to byt wielki sukces. Może ładniej by było, gdyby pochwałę wygłosił ktoś spoza naszej Federacji, ale natchnął mnie duch niedawnej kampanii wyborczej: chwalmy się, zanim inni nas pogrążą.

Niewątpliwie, największym sukcesem tegorocznym było uroczyste przyjęcie IREM-u w poczet członków PFSZN.
Myślę, że to największy sukces ostatnich dwóch kadencji. Mamy w swoim gronie organizacją reprezentującą najwyższy poziom wiedzy o zarządzaniu nieruchomościami, skupioną na rozpowszechnianiu tej wiedzy i skupiająca wybitnych fachowców. Wobec dotkliwego głodu wiedzy w dziedzinie zarządzania jest to bezcenny partner. Warto na marginesie zauważyć, że przyjcie IREM-u w poczet naszych członków powinno w pewnym sensie przyczynić się do upragnionej konsolidacji środowiska: przecież członkowie IREM zrzeszeni są w wielu stowarzyszeniach z różnych federacji.

Wróćmy jednak do Kongresu. Poświęcony był najnowszym trendom w zarządzaniu, co zapewne było powodem wysokiej frekwencji. Rzeczywiście, referaty były bardzo ciekawe i rozwijające, co zawdzięczamy głównie wkładowi, jaki wniosła jedna z najbardziej renomowanych firm na świecie: Cushman & Wakcficld. Ja jednak chciałbym zwrócić uwagę na pewien fragment odczytu prezydenta IREM, który specjalnie przyleciał na nasz Kongres z USA. Mówiąc o filarach zarządzania, wymienił trzy najważniejsze cechy zarządcy: etyka, edukacja i doświadczenie i obrazowo przedstawił je w postaci trójkąta, którego podstawy tworzyła etyka.

Słuchając jego słów próbowałem wyobrazić sobie, jak taki trójkąt wyglądałby, gdyby powstał w Departamencie Regulacji Rynku Nieruchomości Ministerstwa Infrastruktury.
Etyka znikłaby z pewnością, jaku niemodna i niemierzalna cecha osobowa. Zastąpiona zostałaby przez Komisję Odpowiedzialności Zawodowej, której nawet sama nazwa jest fałszywa, jako że nie bada ona merytorycznych błędów w zarządzaniu, lecz tropi przypadki naruszenia przepisów. W oczach KOZ-y nawet największy ignorant jest dobry, jeśli tylko ściśle stosował się do ustaw.
Edukację zastąpiłby rządowy system licencjonowania, skupiony przecież znowu na sprawdzaniu znajomości przepisów, a nie wiedzy zawodowej. Wyobrażacie sobie kierowcę, którego na egzaminie prawa jazdy pytano wyłącznie o kodeks drogowy, a nie sprawdzano czy umie prowadzić?
Doświadczenie znikłoby z podobnych powodów, co etyka. Minister, wydając licencję, sprawdza tylko mechanicznie staż zawodowy. Za całe konieczne doświadczenie wystarcza odbębnienie półrocznej praktyki, najlepiej w ramach warsztatów, które co prawda niewiele dają adeptowi, ale pozwalają zarobić organizatorom.

Czym Ministerstwo zastąpiłoby doświadczenie w naszym trójkącie? Nie znalazłoby się chyba nic w zastępstwie i w ten sposób powstałby innowacyjny trójkąt dwuboczny. Tak jak trójnóg z urwaną jedną nogą.