Wyborcza.bizFinanseNieruchomościWiadomości rynku nieruchomości

Zarządcy nieruchomości: Trudniej o klientów.
To wynik uwolnienia zawodu

Jakub Łukaszewski

20.01.2016 11:00
zdjęcie artykuł

JAKUB OCIEPA
Deregulacja zawodu zarządcy nieruchomości wiele nie zmieniła. Klienci nadal zwracają uwagę na licencję, a dla właścicieli firm ważniejsza od licencji jest wiedza.
Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu prenumeraty cyfrowej
Od dwóch lat do zajmowania się zarządzaniem nieruchomościami nie są potrzebne egzaminy czy państwowe licencje. To wynik tzw. uwolnienia zawodu. W praktyce oznacza to, że zarządcą może być każdy. Firmy zarządzające przekonują, że w trosce o dobro klientów i własny prestiż z uwagą podchodzą do rekrutacji. Ale wysokie wymagania wobec kandydatów przekładają się na problemy kadrowe. – Dostaję setki CV, odbywam dziesiątki spotkań i spotykam tylko pojedynczych kandydatów z realnymi szansami na sukces w tym zawodzie. Brak państwowych uregulowań to na nas pracodawców przerzuca obowiązek wyjątkowo drobiazgowych weryfikacji – mówi Rafał Waligóra, dyrektor w firmieAtrium 21. Niedobór chętnych do pracy z odpowiednimi kwalifikacjami sprawił, że firma utworzyła własną szkołę zarządców. – Osoby zainteresowane zawodem zarządcy poznają jego realia. To także rozwiązanie dla osób, które chcą zmienić swoją profesję, ale nie chcą iść typową ścieżką przez asystenturę. Po takiej szkole mogą od razu przystąpić do pracy z klientem – dodaje Waligóra. Przekonuje, że mimo “uwolnienia zawodu” osoby współpracujące z jego firmą nie tylko muszą mieć odpowiednie doświadczenie i zdać egzaminy wewnętrzne, ale też wciąż się dokształcać, szczególnie w zakresie prawa. – Cały czas musimy obalać mit, że zarządzanie nieruchomością mieszkalną to wymiana żarówek albo spisywanie liczników. Zarządzanie nieruchomością to koordynowanie pracy wielu ludzi i firm, współpraca z instytucjami i urzędami.

Praca zarządcy wymaga więc wiedzy i umiejętności z wielu różnych dziedzin: od prawa i finansów przez ubezpieczenia po budownictwo i techniczną obsługę nieruchomości. – Dlatego dla klientów cały czas ważna jest licencja, którą trzeba było uzyskać przed deregulacją. Oczywiście klienci patrzą też na cenę, doświadczenie, renomę czy wizerunek firmy, z którą współpracują, ale licencja jest jednym z najważniejszych czynników. W praktyce uwolnienie zawodu doprowadziło zatem do sytuacji, że nowym zarządcom, którzy wchodzą na rynek i nie mogą już zdobyć licencji, trudniej jest znaleźć klientów – zauważa Bartłomiej Sroczyński, członek zarządu w firmie InfoState Nieruchomości.

Brak możliwości uzyskania licencji nie oznacza, że osoby, które chcą zostać zarządcą, nie mogą się dokształcać. Na rynku jest mnóstwo kursów, których zakończenie oznacza zdobycie wiedzy i certyfikatu. Wspólny program szkoleń opracowały np. wspólnie trzy największe organizacje zrzeszające zarządców nieruchomości (Polska Federacja Stowarzyszeń Zawodów Nieruchomościowych, Polska Federacja Organizacji Zarządców, Administratorów i Właścicieli Nieruchomości oraz Polska Federacja Zarządców Nieruchomości). – Minie jeszcze kilka lat, zanim kursy będą tak ważne jak uzyskana niegdyś licencja – uważa Sroczyński. Czy to oznacza, że nowi pracownicy nie mają szans w pana firmie? – pytam. – Mają. Ale są najniżej w szeregu – zaczynają jako asystenci osób na wyższych pozycjach.

Zdaniem Piotra Derkacza, współwłaściciela firmy Adminion Nieruchomości, założenie, że ułatwienie dostępu do zawodu zarządcy spowoduje masowe powstawanie nowych miejsc pracy, okazało się błędne. – Przecież nie zwiększyła się od tego liczba budynków, którymi trzeba się zajmować – mówi Derkacz. Jego zdaniem deregulacja nie spowodowała żadnych zmian w funkcjonowaniu rynku. – Znam osoby z licencją, które nie potrafią się odnaleźć na rynku. Znam też młodych, kompetentnych ludzi, którzy mają wiedzę, a po prostu nie załapali się na czasy, gdy taką licencję trzeba było zdobyć – dodaje.

Read more: http://wyborcza.biz/finanse/1,108340,19498011,zarzadcy-nieruchomosci-trudniej-o-klientow-to-wynik-uwolnienia.html#ixzz3yF0fnMyK

Załączniki