Tadeusz Żurowski
Poszukiwacze władzy łączcie się!

Od czterech lat obserwuję z zainteresowaniem jak ludzie, których nazwałbym działaczami budownictwa, tworzą swoje lobby. Zaczęło się od tego, że w roku 2001 opóźnili wybory władz swojej federacji, żeby poznać wyniki wyborów do Sejmu. Dzięki temu prezydentem został poseł SLD, pan Okoński, skądinąd bardzo miły człowiek. To nie wystarczyło, zaczęli więc zabiegi o podporządkowanie sobie środowiska obsługi rynku nieruchomości, aby stworzyć silne lobby. Otwarcie mówili, że potrzeba im przynajmniej kilku tysięcy dusz, żeby Sejm zaczął się z nimi liczyć. Nie udało im się z PFSZN, ponieważ my statutowo nie wchodzimy w sferę polityki.

Przez jakiś czas było cicho, aż nagle okazało się, że budowlańcy stworzyli konfederację z PFOZiAN (korzystam ze ściągi, nigdy nie zapamiętam tego skrótu), a pani Kurzyk została tej konfederacji wiceprezydentką. Zrobiło to na mnie należyte wrażenie. Zrozumiałem, że Administratorzy dostrzegli jakieś wspólne cele czy płaszczyzny z działaczami budownictwa i aktywistami SLD, jakich nasz zarząd w żaden sposób nie umiał się doszukać. No bo co łączy pośredników i administratorów z budowlańcami? Tylko to, że do pracy niezbędne im są nieruchomości. To samo można powiedzieć o rolnikach, leśnikach i hodowcach.

Na jakiś czas znowu zapanował spokój, aż u progu tego lata wybuchła nowa bomba: działacze budownictwa wspierani przez administratorów skaptowali pośredników, czyli PFRN, oraz nowych zarządców Marka Majchrzaka. Majchrzakowi chyba się nie dziwię – jego federacja, pojawiwszy się w naszym środowisku na kształt supernowej, stara się jakoś umościć i znaleźć dobry parasol. Jednak akces pośredników nieco mnie zaskoczył.

Świeżo zbratane grono postanowiło przejść do historii, organizując super-kongres budowlano-administratorsko-pośrednikowski (przepraszam za te neologizmy). Inicjatywa to całkiem niezwykła, przypominająca spędy “całej postępowej ludności miast i wsi” z drugiej połowy XX wieku. Spodziewam się, że – idąc za ciosem – na tym super-kongresie utworzą jakąś hiper-organizację skupiającą wszystkich miłosników lobby budowlanego. Nie zdziwi mnie, jeśli uczestnicy super-kongresu uchwalą obowiązkową przynależność przedstawicieli wszystkich związanych zawodowo z budownictwem, a takoż z obsługą rynku nieruchomości. Wtedy wreszcie zapanuje powszechny pokój i sprawiedliwość. Jestem przekonany, że super-federacja przemieni się na kongresie w Powszechną Zjednoczoną Konfederację Budowniczych Pokoju i Administratorów Rynku Nieruchomości i zażąda przedterminowych wyborów do parlamentu. Władza spocznie nareszcie we właściwych rękach.

Gwoli ścisłości, nie uważam polityki za złą rzecz. Jednak w moim rozumieniu świata, stowarzyszenia zawodowe powinny z daleka trzymać się od polityki. Nie rozumiem też pędu do łączenia się w wielkie organizacje środowisk, które nie mają wspólnych interesów ani idei. Bo czyż wzmocnienie lobby budowlanego jest interesem środowiska obsługi rynku nieruchomości? Zastanówmy się, po co działaczom budownictwa ten sojusz? Do czego wykorzystają to potężne lobby? Wiadomo, że budowlańcy od kilku lat prowadzą podjazdową wojnę z deweloperami. Wykorzystując swoje wpływy, zdołali już w parlamencie przeforsować bardzo kontrowersyjne zapisy, umacniające w tej walce ich pozycję. Rozumiem ich interes – mają naturalną sprzeczność interesów z deweloperami i właścicielami nieruchomosci, na zlecenie których budują. Ale czy taki konflikt potrzebny jest pośrednikom? Czy skorzystają na nim zarządcy? Szczerze wątpię. Jedyni, którzy na pewno skorzystają, to zawodowi działacze tych wszystkich zawodów. Oni utrzymają władzę. No i będą mieć swoje pięć minut, jako twórcy super-struktury na wzór CRZZ (przypominam młodszym czytelnikom: Centralna Rada Związków Zawodowych – stworzona przez komunistów oficjalna czapa podporządkowanego partii systemu związkowego w PRL). Powinszować!