Reformatorzy do dzieła.

Ostatnio po raz kolejny usłyszeliśmy silny głos Pani Premier Gilowskiej o konieczności likwidacji zakładów
budżetowych. Fakt, że ogłasza to Minister Finansów daje realne prawdopodobieństwo, że to pragnienie wielu
zarządców nieruchomości się wreszcie dokona.
Jeśli ktoś jeszcze nie wie, dlaczego interesować to miałoby właśnie tę grupę zawodowa, spieszę z
wyjaśnieniem.
Otóż od wejścia w życie Ustawy o gospodarce nieruchomościami, walczę pośrednio i bezpośrednio o
zniesienie zapisów ustawowych art. 23 ust 2, art. 25ust 3, art. 25b, art. 25d, które w istotny sposób
utrwalały monopol zakładów i pozostałych jednostek budżetowych w zarządzaniu nieruchomościami
samorządów terytorialnych oraz Skarbu Państwa. Pośrednio, to ten właśnie zapis ustawowy, przyczynił się
do pozaprawnego istnienia budżetowych jednostek organizacyjnych w sferze zarządzania nieruchomościami.
Obok spółdzielczości mieszkaniowej i nieruchomości resortowych, zasób nieruchomości skarbu państwa i
samorządów terytorialnych pozostał poza możliwością działań zarządców nieruchomości. Ustawodawca jakby
na przekór zdrowemu rozsądkowi uparł się, aby w te sfery nie wpuścić licencjonowanych zarządców.
Fachowcy od zarządzania, zostali uznani za niepotrzebnych w sferze kontrolowanej przez budżet Państwa i
budżety samorządów terytorialnych. Nie zmienia tego faktu pośredni wymóg zatrudniania w takich zakładach
pracowników z licencjami – zarządcy nieruchomości, gdyż ich wpływ na efektywność działań tych podmiotów
jest żaden. Ministerstwo finansów dotychczas uznawało się za komórkę niezbędną w zakresie sterowanie
zaczadzaniem nieruchomościami motywując to iluzoryczną potrzebą kontroli finansów publicznych. W
praktyce dochodzi cały czas do nadmiernego wydatkowania, wręcz marnotrawienia środków publicznych w
sferze zarządzania nieruchomościami skarbu państwa i samorządów terytorialnych. Bolesnym tego
przykładem mogą być np. zadłużone szpitale, gdzie gro zadłużenia związane jest niestety z brakiem
fachowego zarządzania nieruchomościami. To samo można powiedzieć o zakładach budżetowych
samorządów terytorialnych będących swoistymi maszynkami do marnotrawienia publicznych środków, często
w ramach pozaprawnych działań w zakresie zarządzania nieruchomościami.
Swoistym czubkiem góry lodowej są liczne przypadki zarządzania nieruchomościami wspólnot
mieszkaniowych przez zakłady budżetowe. Aferalnie kończą się próby pogodzenia ustawy o rachunkowości i
ustawy o finansach publicznych w kontekście zarządzania finansami wspólnot. Nagminnie dochodzi do
mieszania prywatnych środków finansowych właścicieli lokali ze środkami publicznymi, którymi dysponuje
zakład budżetowy oraz wydatkowaniem środków właścicieli na cele związane z wydatkami zakładów
budżetowych (np. na płace, ZUS) lub samorządu terytorialnego (wydatki związane z utrzymaniem
komunalnych nieruchomości) w okresie roku obrachunkowego. Kończy się to zwykle olbrzymimi długami
Zakładów Budżetowych wobec wspólnot mieszkaniowych, co skrzętnie jest tuszowane i rzadko niestety
znajduje finał w formie prawem przewidzianej.
Nadszedł (może?) czas, aby z tym skończyć. Liczę w tym przypadku na konstruktywne i konsekwentne
działanie Pani Minister Gilowskiej.
Może to właśnie Pani Minister Gitowska przy mam nadzieję aktywnej postawie przedstawicieli resortu
merytorycznego, przetnie ten gordyjski węzeł niemożności.
Oczywiście ktoś może zadać pytanie, dlaczego likwidacja zakładów budżetowych w szczególności, może
wpłynąć na zmianę nieszczęsnego dla zarządców art.23 ust 2 UGN oraz stosownie art.25 ust. 3, art. 25b i
art. 25 d UGN. Przepisy te ograniczają rolę zarządcy na tyle, że praktycznie eliminują jego udział w
zarządzaniu wymienionymi nieruchomościami do zera.
Rolę zarządcy organy wymienione w ustawie bezkrytycznie za aprobatą werbalnie akcentowaną ze strony
urzędników ministerstwa finansów powierzały dotychczas właśnie powołanym przez siebie zakładom
budżetowym bądź gospodarstwom pomocniczym. Nie miało przy tym znaczenia szereg oczywistych
negatywnych, a wręcz niezgodnych z prawem oraz z zasadami racjonalnego gospodarowania uwarunkowań
tych decyzji. Argument, „że zgodnie z ustawą inaczej nie można” był koronnym argumentem do tych
oczywiście nielogicznych działań. To samo było z konsekwencjami takiego stanu rzeczy. Wszelkie oczywiste
uchybienia były i są zamiatane pod dywan. W momencie likwidacji tej wyjątkowo nieefektywnej instytucji
zakładu budżetowego, ochota do zarządzania bezpośredniego przez starostę, burmistrza, wójta, prezydenta
czy odpowiednio zarządy powiatów i województw gwałtownie zmaleje. Strach przed konsekwencjami
naruszenia dyscypliny budżetowej, który jest obecnie zminimalizowany przy dotychczasowym
wykorzystywaniu instytucji zakładów budżetowych, strach zarówno u przedstawicieli organów jak i
urzędników odpowiedzialnych za budżety jednostek samorządu terytorialnego, powinien być elementem,
który udrożni proces decyzyjny i doprowadzi do wykreślenia nieszczęsnych zapisów z ustawy a jednocześnie
otworzy przed zarządcami nowe obszary dla ich zawodowej działalności, czego wszystkim zarządcom na
nadchodzące lata.

Mgr inż. Jarosław Zieliński

Przewodniczący KR PFSZN
Prezes PSZN w Gdańsku